15:10. Był taki western "15:10 do Yumy". Dla mnie to też godzina wyjazdu, tyle że do Chorwacji.
Opuszczam kraj w sobotnie popołudnie i przez Cieszyn, Żylinę, przekraczając tuż przed zmrokiem Dunaj
w Komarno, docieram po ośmiu godzinach za Szombathely na Węgrzech. Nocleg spędzam w pobliżu słoweńskiej
granicy, a nazajutrz tuż przed wjazdem na nią, zostaję zaatakowany przez dwie sarny. Wprawdzie
wyhamowałem, widząc jak wyskakują zza stojących TIRów, ale o ile jedna przeskakuje mi przed maską,
to druga nie oszczędza wozu i zostawiwszy pamiątkę w postaci małej rysy, biegnie dalej, na szczęście,
nawet nie kuśtykając. Przypomina mi się dojazd we włoskie Alpy Julijskie rok wcześniej, kiedy krótko
przed metą, spora sarna, ukazując się nagle w światłach reflektorów, ze sporym hukiem zostawia większą
pamiątkę na prawych drzwiach wozu. Pograniczne, węgiersko-słoweńskie sarny są dla mnie bardziej
wyrozumiałe.
Tuż za granicą tankowanie taniej, słoweńskiej benzyny i wjazd do Chorwacji - Varażdin, Karlovac
i ok. 10:30 jestem w Plitvickich Jezerach. Zostawiam wóz na dużym, jeszcze przez kilka dni bezpłatnym,
parkingu i kupiwszy za 110 kun wejściówkę (jak się potem okazało, nie było to absolutnie konieczne),
wkraczam w świat rewelacyjnego, wodnego szaleństwa. Ja, zwykle zachowujący się jak kot, który
zmoczywszy łapę, otrząsa z niej czym prędzej ślady wrogiego środowiska - tu czuję się jak... ryba
w wodzie! Oczywiście, mój kontakt z nią pozostaje wyłącznie w sferze audiowizualnej, ale to co widzę -
jest prawdziwą rozkoszą. Przez następnych pięć godzin szwendam się pomiędzy kolejnymi mniejszymi
i większymi jeziorkami, kaskadami, potoczkami, młaczkami, zaczynając od Górnych, a na Dolnych
i Wielkim Slapie kończąc. Dobrze, że po drodze zdecydowałem się tu zajechać...
Pora jednak ruszyć w drogę. Kierunek nadal południowy, przystanek na kawkę, już z widokiem na moje
góry, potem objazd ich południowego skraju i pod wieczór zajeżdżam do wylotu Małej Paklenicy.
Przygotowuję obiad i rozkładam się z noclegiem, mając tuż przed sobą otwarte wrota wąwozu, którym
wita mnie Velebit.
później: Velebit Południowy - Dwie Paklenice ==>>
galeria: Plitwickie jeziora górne
galeria: Plitwickie jeziora dolne
Powrót do menu