Your Ad Here
Relacja

Prolog

Za oknem wciąż pada deszcz, ale wreszcie prognozy się poprawiają. Jeśli im wierzyć, to przez najbliższych kilka dni ma być pięknie. Ja potrzebuję więcej niż kilka, ale - tego nikt mi nie zagwarantuje. Cóż, zapada decyzja wyjazdu.
Pakuję graty do wozu i w południe opuszczam progi mego domu. Deszcz raz silniejszy, raz słabszy - jadę niezbyt szybko, wolę nie kusić losu. Beskidy całkowicie pogrążone w chmurach, z Żyliny nie widać nawet Małej Fatry, ostatnia ulewa - za to najsilniejsza - dopada mnie tuż przed Bratysławą. W Austrii chmury zaczynają się przerywać, pod wieczór błękit bierze w posiadanie całe niebo i oślepia ostre, zachodzące słońce. Prognozy zaczynają się sprawdzać.

Ściemnia się kiedy mijam Salzburg i na miejsce docieram już przy świetle księżyca. Szosa wyprowadza na szerokie siodło Dientner Sattel i najpierw zatrzymuję się przy hotelu, ale okazuje się, że to jeszcze nie to miejsce. Kilkaset metrów dalej jest mój punkt startu i tam zaraz podjeżdżam. Powyżej szosy stoi kilka zaparkowanych wozów, pośród których szukam dla siebie płaskiego miejsca. Niechcący robię pobudkę jakiejś parze w Volvo na austriackich numerach, w końcu i ja ustawiam mój hotel na kółkach w wygodnej pozycji i ścielę sobie posłanie. Jeszcze rzut oka na rozgwieżdżone niebo i spoglądam w kierunku jutrzejszej trasy. Gdzieś wysoko ciemnieje skalna ściana, stanowiąca mój pierwszy cel. Przygotowałem sobie awaryjnie również kilka tras w Alpach włoskich oraz szwajcarskich, jednak zasadnicze plany obejmują tym razem Alpy austriackie i niemieckie, a na pierwszy strzał - ferratę Königsjodler na Hochkönig.

później: Dzień 1 - ferrata Königsjodler na Hochkönig ==>>

Powrót do menu